Składając pozew o rozwód

— Cześć, Misza. Jak się trzymasz?

— Jakoś… pracuję.

— Dima mówił, że w weekend chce do ciebie wpaść — dodała. — Jeśli będziesz miał czas.

— Będę — odparł szybko, czując, jak ściska go w gardle. — Dziękuję.

Odeszli w przeciwnych kierunkach. On, z ciężarem własnych decyzji. Ona — wreszcie wolna od człowieka, który dopiero na sali sądowej zrozumiał, że majątek, który uważał za „swój”, nigdy nie należał tylko do niego.