Składając pozew o rozwód

Próbował zakończyć rozmowę. Szykowali się przecież na rozwód — „dogadany”, jak sobie wyobrażał. On zabiera mieszkanie, samochód, większość oszczędności. Ona dostaje „pomoc na start”. Rozsądnie, jak uważał.

W drodze do sądu milczeli. Misza prowadził ich Volkswagena — w jego głowie to był oczywisty „jego” samochód. W budynku czekał na niego adwokat: pewny siebie, z teczką dokumentów.

— Wszystko proste — szepnął prawnik w korytarzu. — Mieszkanie kupione za pańskie pieniądze, żona zarabiała grosze. Samochód też pański. Wspólne oszczędności dzielimy po połowie. Sąd nie będzie robił problemów, skoro nie ma jej adwokata.

Misza skinął głową, zerkając na skuloną Irę na ławce. Miała zaciśnięte usta, kręciła palcami pasek torebki. Coś go lekko ukuło, ale szybko to zignorował.

Kiedy otworzyły się drzwi sali, Misza zamarł: na końcu ławki siedzieli jej rodzice i brat. Nie spodziewał się ich.

Rozprawa zaczęła się oficjalnym tonem. Wszystko szło zgodnie z planem, aż sędzia przeszła do majątku.

— Powód wnosi o przyznanie mu mieszkania i samochodu marki Volkswagen — przeczytała. — Argument: zakup ze środków własnych.

Adwokat Miszy powtórzył tę wersję, dodając, że Ira zarabiała grosze jako pielęgniarka i „faktycznie nie dokładała się”.

— Pani stanowisko? — sędzia zwróciła się do Iry.

Ira podniosła głowę. W jej oczach pojawiła się determinacja.