Próbował zakończyć rozmowę. Szykowali się przecież na rozwód — „dogadany”, jak sobie wyobrażał. On zabiera mieszkanie, samochód, większość oszczędności. Ona dostaje „pomoc na start”. Rozsądnie, jak uważał.
W drodze do sądu milczeli. Misza prowadził ich Volkswagena — w jego głowie to był oczywisty „jego” samochód. W budynku czekał na niego adwokat: pewny siebie, z teczką dokumentów.