Telefon wyłączyłam od razu.
Viktor przyjechał o trzeciej. Przy bramie stały już samochody. Antonina Pietrownna wyszła z pudełkiem szampana, śmiała się głośno, wołając krewnych.
Drzwi były zamknięte. Okna ciemne.
Dzwonił do mnie. Raz, drugi, dziesiąty. Antonina Pietrownna najpierw była oburzona, potem krzyczała: