U Anny było ciepło. Nie bogato, nie głośno — naprawdę spokojnie. Nie zadawała zbędnych pytań, nie narzekała, po prostu nalała herbaty i postawiła na stole domowe ciasto.
Powiedzmy sobie szczerze: na Nowy
— Wiesz — powiedziała nagle — źli ludzie rzadko bywają szczęśliwi. Oni cały czas coś dzielą.
Aleksander skinął głową. Zrozumiał to zbyt późno — ale zrozumiał.
Wieczorem wrócił do domu, spakował resztę rzeczy i zostawił na stole kartkę. Krótką. Szczerą. Bez oskarżeń.
Święta się skończyły.
Ale po raz pierwszy od długiego czasu poczuł ulgę — jak po trudnej, lecz właściwej decyzji.