Powiedzmy sobie szczerze: na Nowy

Między nimi zawisło napięcie — gęste, lepkie. Takie, które nie znika od uśmiechów i samo się nie rozprasza.

Marina demonstracyjnie odwróciła się i zaczęła dokładać do koszyka kolejne produkty — jak na złość. Robiła to gwałtownie, głośno, rzucając opakowania niczym oskarżenia. Nie drażnił jej brak pieniędzy — wściekłość budził fakt, że jej nie ustąpiono.

Aleksander milczał. Od dawna wiedział: dyskusja nie ma sensu. Dla Mariny Nowy Rok był okazją do pokazania statusu, a nie do radości. Do wydawania, żądania, udowadniania. I nieważne, że pensja nie jest z gumy, że przed nimi rachunki, kredyt, leki dla matki.

Przypomniał sobie Annę — swoją mamę. Jak dzień wcześniej dzwoniła i ostrożnie pytała, czy nie jest im ciężko, czy nie trzeba pomóc, czy nie uraził Mariny czymś. Anna zawsze się martwiła — o syna, o spokój w ich rodzinie, o święta.

„Najważniejsze, żebyście byli razem i spokojnie przywitali Nowy Rok” — powiedziała wtedy.

Anna potrafiła cieszyć się drobiazgami. I nigdy — nigdy — nie stawiała pieniędzy ponad ludźmi.

A Marina… Marina widziała w tym słabość.

I to był dopiero początek.