Pomyliłaś numer. Sponsorów już
Krystyna pobladła. Potem odwróciła się i wyszła, trzaskając drzwiami.
Minęły miesiące. Z Markiem dużo rozmawialiśmy — trudno, szczerze, bez dawnych złudzeń. On uczył się odpowiedzialności. Ja — przestawałam być ratownikiem. Krystyna dzwoniła rzadziej. O pieniądze już nie prosiła.
A płaszcz z alpaki zostawiłam sobie. Zakładam go czasem w chłodne wieczory i uśmiecham się.
Bo najważniejszy prezent w tej historii nie był dla teściowej.
W końcu podarowałam go sobie.