— Pomyliłaś numer. Sponsorów już tu nie ma.
Słuchawka cicho kliknęła i w pokoju zapadła cisza. Nie ta domowa, kojąca — lecz gęsta, napięta, jak tuż przed burzą. Stałam pośrodku salonu i po raz pierwszy od wielu lat nie czułam ani winy, ani potrzeby tłumaczenia się. Ani tego znajomego strachu, że „przesadzam”. Był tylko spokój. Chłodny i precyzyjny.
— Klara, proszę cię, tylko się nie obraź, ale ja tego nosić nie będę — głos Krystyny był przesłodzony, niemal miodowy, a jednak w jej spojrzeniu czaiła się chłodna kalkulacja. — Kolor jest zupełnie niepraktyczny, fason zbyt młodzieżowy… Po co mi, kobiecie w moim wieku, tak się stroić? Żeby ludzi rozśmieszać?
Zastygłam, ściskając w dłoniach pudełko z drogim płaszczem z alpaki. Miesiąc poszukiwań, dziesiątki telefonów do butików, przymiarki, wątpliwości — wszystko po to, by znaleźć ten jeden, szlachetny odcień ciepłego piasku. Prezent na jej sześćdziesiąte urodziny. Prezent, na który przeznaczyłam swoją premię, odkładaną na kursy podnoszące kwalifikacje. Wtedy wydawało mi się, że jeśli naprawdę się postaram, lód między nami w końcu pęknie.