Podpiszesz te papiery

Galiny Pietrowny. Nie odbierałam.

Wieczorem wróciłam do pustego mieszkania. Kot siedział przy drzwiach i miauczał. Telewizor był wyłączony. Ani zapachu jego wody kolońskiej, ani dudnienia futbolowych komentatorów.

Przeszłam do kuchni, zapaliłam światło. Pusto.

Usiadłam przy stole, objęłam kubek dłońmi i po raz pierwszy od dawna poczułam… nie radość, nie, ale coś w rodzaju ulgi.

Dość. Teraz wszystko będzie inaczej.

Wstałam, podeszłam do okna. Za szybą — czyjeś obce okna, ludzie, ich własne życia. A u mnie — cisza.

I znowu zaczynam siebie lubić.