— Mama chce obejrzeć. — Nawet nie podniósł wzroku. — No, omówić parę spraw.
— Mama chce. Mama zdecyduje. Mama powie. — Zaśmiałam się cicho, prawie bezgłośnie, ale to już nie był śmiech. — Wasia, ja nie wiem, kto jest twoją żoną — ja czy ona.
Rzucił telefon na stół.
— Dość, Ola, mam dosyć. Podpisz papiery i żyjmy spokojnie. Nie chcesz — nie męcz mnie, rozstańmy się po dobroci.
— Rozstańmy się — powiedziałam i sama się zdziwiłam, jakie to było proste. — Dzisiaj.
Zamrugał. Chyba myślał, że będę płakać, prosić. A we mnie była tylko cisza. Lekki chłód.
Wzięłam torebkę, poszłam do sypialni, wyjęłam teczkę z dokumentami. Włożyłam ją do torby. Potem usiadłam i napisałam krótką wiadomość do grupy koleżanek: „Kto może, niech mnie odbierze.” Po dwudziestu minutach przyjechała Lena swoją starą „dziewiątką”.
Wasilij stał w drzwiach, kiedy wychodziłam.
— Ty naprawdę? — zapytał głucho. — To przez mamę?
Zatrzymałam się.
— To przez ciebie, Wasia. Mama nie ma tu nic do rzeczy.
Westchnął, jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko machnął ręką. I wyszłam.
Dwie godziny później siedziałam już w kancelarii prawnika, wypełniałyśmy wniosek o rozwód. Teczka z dokumentami leżała obok jak mała tarcza. Na telefonie migały nieodebrane połączenia od Wasilija i…