Zerwał się na nogi, krzesło z hukiem uderzyło o podłogę.
Podpiszesz te papiery
— Jesteś nienormalna! — wrzasnął. — Ośmieszasz mnie przed wszystkimi! Mama miała rację — jesteś egoistką!
Patrzyłam na niego i rozumiałam: koniec. Skończyło się. Coś we mnie, coś, co jeszcze trzymało ten związek, po prostu pękło. I nagle zrobiło się lekko, niemal spokojnie.
Wiedziałam już — milczeć więcej nie będę.
Poranek rocznicy. Dwanaście lat małżeństwa. W innym życiu wstałabym wcześniej, coś upiekła, włożyła prezent do pudełka, a potem siedziałabym obok, uśmiechając się, gdy on je otwiera. Ale dziś wstałam z ciężką głową i pustym sercem.
Prezentu nie było.
Wasilij już siedział w kuchni, siorbał herbatę, przewijał telefon. Nie powiedział ani „dzień dobry”, ani „wszystkiego najlepszego”. Tylko:
— Gdzie położyłaś klucze do mieszkania?
Nalałam sobie kawy.
— Na miejscu. A tobie po co?