Podpiszesz te papiery

— No tak. Dostałam je po babci, zrobiłam tam remont — mówię, ściskając widelec jak broń.

— A to nieprawidłowo — przechyliła nieco głowę, ale spojrzenie zostało ostre. — W domu mężczyzna powinien być najważniejszy. I majątek powinien być na niego. Mało to co, życie długie.

Coś we mnie pękło. Jakby ktoś trzasnął drzwiczkami od szafki.

— Galino Pietrowno — staram się mówić spokojnie. — My i tak mamy wszystko wspólne. Mieszkamy razem, wydatki są wspólne. Mieszkanie to tylko papier.

— No właśnie! — przerywa mi i podnosi palec, jakby mówiła do uczennicy. — Tylko papier. To przepisz na Wasię, będzie sprawiedliwie.

Wasilij siedzi obok i grzebie widelcem w cieście. Czekam, że powie: „Mamo, no zostaw”. Ale on milczy. Po prostu milczy.

W środku robi się pusto. Tak pusto, że aż oddychać zimno.

— Nie zamierzam niczego przepisywać — mówię już twardo.

— No, no — uśmiecha się, ale to nie uśmiech, tylko jakby zęby pokazała. — Nie gniewaj się, Oluńka, ja przecież dla was obojga mówię. Mężczyźnie tak spokojniej. A bo mało to… — i pauza, taka, że słychać, jak kot w kuchni wylizuje miskę.

W drodze do domu Wasilij milczał. Ja też. W głowie dudniło tylko: „Aha, czyli tak. Mama powiedziała — a ty zamilkłeś”. I już nie myślałam o laptopie, tylko o tym, co przez te dziesięć lat nam się nazbierało: on zawsze „pomiędzy”, zawsze lawiruje, byle nie wywołać konfliktu. Ze mną miękki, z mamą miękki, a ja między tymi miękkościami jak między młotem a kowadłem.