Poczekałam, aż trzy kobiety

Gabinet był przestronny, zalany światłem, z ogromnym oknem wychodzącym na centrum miasta. Na biurku leżało kilka teczek i eleganckie pudełko z wizytówkami. Na białym kartoniku widniał napis: „Clara Weiss – CEO, Alpina Transport.” Przesunęłam palcami po druku i przez moment poczułam ciężar tej roli, którą właśnie przyjęłam.

Po kilku minutach rozległo się delikatne pukanie.

— Pani Weiss, pani Marianne Hoffmann chciałaby z panią porozmawiać — oznajmiła sekretarka.

Uśmiechnęłam się w duchu. Los miał dziś wyjątkowe poczucie humoru.

Marianne weszła pewnym krokiem, tak jak wcześniej w sali z kawą, lecz gdy nasze spojrzenia się spotkały, na moment straciła całą swoją pewność siebie. Zamarła, zaskoczona.

— Och… przepraszam, nie wiedziałam, że… — zaczęła, ale przerwałam jej łagodnie.

— Że jestem tą „nową miotłą”? — zapytałam spokojnie. — Proszę się nie martwić, pani Hoffmann. Cenię szczerość bardziej niż pochlebstwo.

Jej policzki lekko poczerwieniały, lecz szybko odzyskała oddech.

— To był tylko niefortunny żart. Kocham tę firmę, poświęciłam jej dwanaście lat życia. Wiem, jak wszystko tutaj działa.