Po słowach Anny w pokoju zapadła taka cisza, że wszyscy słyszeli własny oddech. Maria mrugała nerwowo, jakby próbowała poukładać sobie w głowie to, co usłyszała. Zofia bladła i czerwieniała na przemian, a jej narzeczony wiercił się niespokojnie na krześle, nie wiedząc, gdzie patrzeć.
— Jak to… wszystko należy do Piotra? — w końcu wydusiła Maria. — To znaczy i mieszkanie, i samochód?
— Dokładnie tak, mamo — odpowiedziała spokojnie Anna. — Ja nie mam nic, czym mogłabym was obdarować. Wszystko, z czego korzystam, należy do niego. I to on decyduje, a nie wy.
Maria zacisnęła usta. Jej głos zabrzmiał ostrzej:
— Ale przecież jesteśmy twoją rodziną! Rodzina powinna być na pierwszym miejscu. Skoro Piotr tak cię utrzymuje, to normalne, że podzielisz się z siostrą.