Po coście do mnie przyszli
U starszej córki od wczesnego dzieciństwa mieszkała złość na niesprawiedliwy świat. Najpierw była to dziecięca uraza: dlaczego jej nie wolno, a siostrze wolno? Dlaczego rodzice uśmiechają się do Alicji, a na nią patrzą zmęczeni i wymagająco? Potem uraza przerodziła się w cichą, zimną wściekłość. I ta złość okazała się siłą, która pchała ją naprzód.
„Udowodnię wam” — myślała Natalia, pochylona nad książkami po północy, gdy w sąsiednim pokoju rodzice czytali Alicji bajki. — „Udowodnię wam wszystkim”.
Uczyła się świetnie. Nie dlatego, że kochała naukę, ale dlatego, że to była jej szansa. Złoty medal, studia na budżecie, czerwony dyplom. Wszystko osiągnęła sama, bez pomocy, bez wsparcia. Rodzice przychodzili na jej ukończenie uniwersytetu i dumnie mówili znajomym: „To nasza starsza córka, widzicie, jaka jest zdolna”. Natalia uśmiechała się wymuszenie i myślała: „Gdzie byliście, kiedy się bałam, kiedy nie spałam w noc przed egzaminem, kiedy potrzebowałam słów wsparcia?”
Dostała dobrą pracę w dużej firmie. Pracowała po dwanaście godzin, brała dodatkowe projekty, nie odmawiała wyjazdów służbowych. Wspinała się w górę wytrwale i metodycznie. W wieku dwudziestu ośmiu lat została kierownikiem działu. W trzydziestu dwóch — dyrektorem oddziału. W trzydziestu pięciu — szefem przedstawicielstwa regionalnego.
A Alicja… Alicja dorosła na piękną, rozpieszczoną i absolutnie nieprzystosowaną do życia. Poszła na studia, ale rzuciła po roku. Pracowała w modnym sklepie, potem w salonie piękności, potem w ogóle nigdzie. Zmieniała chłopaków jak rękawiczki, wydawała pieniądze na ubrania i rozrywkę, i ciągle przychodziła do rodziców z kolejną prośbą.
— Mamo, potrzebuję kursu wizażu, to tylko czterdzieści tysięcy. — Tato, chcę do Turcji, wszystkie koleżanki jadą. — Potrzebuję nowego płaszcza, stary już wyszedł z mody.
I rodzice dawali. Odmawiali sobie wszystkiego, ale dawali. Bo Alicja była ich nadzieją, ich ulubienicą, ich małą księżniczką, która z jakiegoś powodu nie chciała dorosnąć.
Natalia patrzyła na to z boku. Dawno wyprowadziła się od rodziców, kupiła własne mieszkanie, zbudowała karierę. Spotykała się z rodzicami na rodzinnych uroczystościach, dawała drogie prezenty, ale trzymała się zdystansowana. Nie chłodno, ale też nie ciepło. Uprzejmie. Formalnie.
Wybaczyła im. Ale bliskości między nimi nigdy nie było.