Pewna kelnerka w tajemnicy karmiła samotnego chłopca – aż do dnia, gdy cztery czarne terenówki zatrzymały się przed restauracją, a żołnierze pojawili się z listem, który uciszył całe miasto
„Nie wiem” – odpowiedziała cicho Jenny. – „Ale jest głodny.”
Kucharz Kathy przestrzegła ją: „Dokarmiasz włóczęgę. Za dużo mu dajesz, to go tylko przyzwyczaisz. W końcu zniknie, tak jak inni.”
Jenny wzruszyła ramionami. „Nie szkodzi. Sama kiedyś byłam głodna.”
Kelnerka nigdy nie zapytała o imię chłopca. Jego ostrożne zachowanie i obserwujący wzrok sugerowały, że pytania mogłyby go odrzucić. Zamiast tego troszczyła się, by miał pełną szklankę i ciepły posiłek. Z czasem widziała, że jego ramiona rozluźniają się, a ich spojrzenia spotykają się na dłużej niż przez chwilę.
Jednak inni zwracali uwagę i nie zawsze w życzliwy sposób.
„Robisz dobro na koszt pracy?”
„Dzisiejsze dzieciaki to żebracy.”
„Za moich czasów nikt nie dawał darmowego jedzenia.”
Jenny zachowywała milczenie. Zrozumiała, że dobroć rzadko przemienia zatwardziałe serca.