Nie pójdziemy do restauracji

— Chyba się myliłem — przyznał. — Wcześniej widziałem tylko to, co sam chciałem widzieć.

Marina kiwnęła głową, z lekkim uśmiechem.

— Teraz widzisz.

Powiesili mapę na ścianie w salonie. Czerwone pinezki błyszczały na tle pastelowych tapet niczym małe latarnie. To nie był już zwykły element dekoracji, lecz plan, który zamierzali realizować razem.

Po raz pierwszy od długiego czasu między nimi nie było murów — tylko mapy i marzenia, które mieli odkrywać wspólnie.

Ilja usiadł obok, a Marina położyła dłoń na jego ręce. W tym geście nie było pretensji ani wyrzutów — tylko zrozumienie i nowy początek.

— Czyli zaczynamy od Machu Picchu? — uśmiechnął się.

— Zaczynamy od Machu Picchu — odpowiedziała Marina. — A potem zobaczymy.

I po raz pierwszy od dawna śmiali się razem — jak dwoje równych ludzi, a nie jak pan domu i pani domu.