Nie pójdziemy do restauracji

Wieczorem, w domu, Ilja wszedł do gabinetu, który mieli kiedyś przerobić na pokój dziecięcy. Zwykle to było „terytorium” Mariny — rzadko tu zaglądał, może po książkę albo narzędzie.

Na ścianie wisiała duża mapa świata. Była upstrzona kolorowymi pinezkami, jak dywan, na którym każdy punkt miał znaczenie.

— Co to? — zapytał, podchodząc bliżej.

Marina nie odrywała wzroku od książki.

— Miejsca, do których chcę pojechać — powiedziała cicho. — Czerwone — najbardziej wymarzone.

Pochylił się, przyglądając się pinezkom: norweskie fiordy, japońskie gorące źródła, peruwiańskie góry. Nigdy wcześniej ich nie zauważył, choć mapa wisiała tu od lat.

— Nie wiedziałem — przyznał w końcu, lekko zmieszany.

— Nie pytałeś — odpowiedziała spokojnie. — A ja nie mówiłam, bo myślałam, że i tak nie zrozumiesz.

Ilja oparł dłonie o stół i długo patrzył na mapę. W środku coś w nim pękło — świadomość, że jej świat jest o wiele większy niż kuchnia i garnki.

— Ja… ja chcę zrozumieć — powiedział niemal szeptem. — Co jest dla ciebie ważne.

Marina delikatnie się uśmiechnęła. Jej oczy złagodniały. To był pierwszy moment, kiedy poczuła, że mur między nimi zaczyna się kruszyć.

— Dobrze — powiedziała. — Zacznijmy od tego, co możemy zrobić, nie wyjeżdżając z miasta. Ale pewnego dnia pojedziemy w te miejsca.

Ilja skinął głową. Po raz pierwszy od dawna poczuł, że prezent nie musi dotyczyć garnków ani narzędzi, ale zrozumienia.

Przełom

W dniu ich rocznicy Ilja wrócił do domu z płaskim pakunkiem. Wyglądał podekscytowany i jednocześnie nieśmiały.

— Proszę — powiedział, podając Marinie zawiniątko. — Nie jestem pewien, czy to właśnie to, czego chciałaś, ale starałem się.

Marina rozwinęła papier. Jej oczom ukazała się stara, podniszczona mapa Ameryki Południowej z zaznaczeniami i notatkami podróżnika. Na mapie widniał mały czerwony krzyżyk w górach Peru.

— To Machu Picchu — wyjaśnił Ilja. — Kiedyś mówiłaś, że chcesz tam pojechać. Jeśli chcesz, możemy to zrobić.

Wzięła mapę do rąk, przesunęła palcem po wyblakłym tuszu, spojrzała na krzyżyk. To nie był prezent, by „odbić piłeczkę”. To był prezent od serca — taki, który rozumiał jej marzenie, a nie jej rolę.

— Dziękuję — powiedziała cicho. — To najlepszy prezent ze wszystkich.