Nie pójdziemy do restauracji

— A ja chciałam, żeby tobie było produktywnie — odpowiedziała bez podnoszenia głosu. — Różnica tylko w tym, że ty zdecydowałeś, czego mi potrzeba, a ja — czego potrzeba tobie.

Ilja zacisnął usta.

— Zrobiłaś to specjalnie, prawda? Żeby… coś mi pokazać?

— Żebyś zrozumiał — przytaknęła. — Zrozumiał, jak to jest dostawać „praktyczne” prezenty, które nie przypominają o tobie, tylko o twojej roli.

Wstał gwałtownie od stołu, a krzesło z hukiem uderzyło o płytki…

— Nie zasłużyłem na to! Ja po prostu chciałem jak najlepiej!

— A ja po prostu chciałam, żebyś widział mnie nie przez pryzmat kuchni — powiedziała cicho.

Nie odpowiedział. Wyszedł z kuchni, zostawiając niedojedzony tort.

Następnego wieczoru Ilja wrócił późno. Głośno postawił torbę, zrzucił kurtkę i zatrzymał się w drzwiach kuchni. Marina siedziała przy stole, piła herbatę i przewracała strony magazynu.

— Dobrze — powiedział sucho. — Zrozumiałem twoją aluzję. Moje prezenty były… nie takie. To czego chcesz? Powiedz. Kolczyki? Sukienkę? Wycieczkę gdzieś?

Marina odstawiła filiżankę i spojrzała na niego długim, spokojnym spojrzeniem.

— Mówisz teraz tak, jakbyś chciał po prostu zamknąć temat — odparła. — Nie zrozumieć, tylko załatwić, żeby do niego nie wracać.

— A co mi pozostaje? — rzucił rozdrażniony. — Staram się, a ty się czepiasz!

— Nie czepiam się, Ilja. Po prostu mam dość bycia częścią twojej wygody.

Odwrócił się, zacisnął pięści i wyszedł. Drzwi cicho trzasnęły.

Po tym prawie nie rozmawiali. Tylko krótkie frazy: