Nie pójdziemy do restauracji

Na rocznicę — rondel.

Półka w kuchni zamieniła się w wystawę błyszczących, ale bezdusznych naczyń.

W tym momencie do kuchni wszedł Ilja. Jego twarz promieniała dumą i zadowoleniem — jak u człowieka, który jest przekonany, że zrobił coś dobrego.

— No i jak ci się podoba? — zapytał, obejmując żonę. — Mówiłem, najlepsza marka. Teraz masz całą kolekcję. I, swoją drogą, załatwiłem to ze zniżką.

Marina spojrzała na patelnię w milczeniu.

— Dziękuję — powiedziała cicho. — Bardzo… praktycznie.

— No właśnie! — ożywił się Ilja, nie wyczuwając ani sarkazmu, ani chłodu. — Przecież gotujesz niesamowicie smacznie. Pomyślałem, że miło ci będzie używać dobrej patelni. Teraz wszystko masz pod ręką.

Nie odpowiedziała. Przesunęła palcem po zimnych rowkach dna i poczuła, jak w środku rośnie nieprzyjemne uczucie. Nie złość — raczej coś bliższego pustce.

— Czyli chcesz powiedzieć — odezwała się po chwili — że to jest prezent dla mnie?

— Oczywiście! A niby dla kogo? — zdziwił się. — Przecież sama mówiłaś, że niewygodnie smażyć mięso na starej patelni.

Marina kiwnęła głową.

— Tak, mówiłam. A mówiłam też, że czasem chciałabym po prostu zjeść kolację gdzieś, gdzie nie muszę stać przy kuchni.

Ilja machnął ręką:

— No, to co innego. Domowe jedzenie jest lepsze. A atmosferę możemy stworzyć sami.