— Najbardziej boli nie to. Boli to, że myślałeś, że się nie liczę. Że można mnie wykreślić z własnego życia jak pozycję z listy.
Wstał. Zrobił kilka kroków, po czym się zatrzymał.
— Myślałem, że będziesz walczyć. Błagać. Próbować coś ratować.
— Najbardziej boli nie to. Boli to, że myślałeś, że się nie liczę. Że można mnie wykreślić z własnego życia jak pozycję z listy.
Wstał. Zrobił kilka kroków, po czym się zatrzymał.
— Myślałem, że będziesz walczyć. Błagać. Próbować coś ratować.
— Uratowałam — odpowiedziałam. — Siebie.
Skinął głową, nie patrząc na mnie. Założył płaszcz. Bez pośpiechu. Bez dramatyzmu. Tak kończą się rzeczy, które w rzeczywistości skończyły się dawno temu.
Kiedy drzwi się zamknęły, nie płakałam.
Usiadłam w ciszy i głęboko odetchnęłam. Mieszkanie wydało się większe. Jaśniejsze. Jakby zmieniło się powietrze.
W kolejnych dniach przyszły sprawy praktyczne. Prawnicy. Dokumenty. Uprzejme, lecz chłodne rozmowy. Marc kilka razy próbował wrócić do tematu. „Negocjować”. „Być rozsądnym”.
Byłam rozsądna. Dokładnie na tyle, na ile wymagało prawo.