Nic nie dodałam. On też nie. Cisza zapadła między nami jak ciężki przedmiot, którego nie da się już przesunąć.

Nic nie dodałam. On też nie.

Cisza zapadła między nami jak ciężki przedmiot, którego nie da się już przesunąć.

Marc zebrał dokumenty, ale ręce mu drżały. Po raz pierwszy nie miał kontroli. Człowiek, który zawsze decydował o wszystkim — o podróżach, remontach, kierunku naszego życia — stał teraz przede mną bez słowa.

— I… co teraz? — zapytał w końcu.

— Teraz odejdziesz — odpowiedziałam spokojnie.

Nie podniosłam głosu. Nie było potrzeby. Decyzja zapadła dużo wcześniej, zanim ją wypowiedziałam.