Marco skinął powoli głową.
Napięcie w kuchni było tak gęste, że Elena miała wrażenie, iż można by je pokroić tym samym nożem, który przed chwilą odłożyła na blat.
— Bardzo chętnie będę twoim towarzyszem.
Valeria teatralnie westchnęła i wyszła z kuchni, mrucząc coś o „nowoczesności, która ją przerasta”. Martina poszła za nią, z figlarnym uśmiechem.
Elena została z Marco sama — i po raz pierwszy od miesięcy poczuła, że coś się naprawdę zmieniło. Nie samochód. Nie kłótnia. Tylko równowaga.
— Więc… — powiedziała, biorąc głęboki oddech — jutro zaczynamy od nowa. Z samochodem… i ze wszystkim innym.
Tego wieczoru Elena po raz pierwszy od dawna zasnęła spokojnie, wiedząc, że za kierownicą — i w swoim życiu — wreszcie siedzi ona.