Napięcie w kuchni było tak gęste, że Elena miała wrażenie, iż można by je pokroić tym samym nożem, który przed chwilą odłożyła na blat.

— I dobrze, bo już szukałam kursów jazdy dla mammy — tak na wszelki wypadek.

Elena roześmiała się po raz pierwszy tego dnia.

— Spokojnie, córeczko, wszystko po kolei.

Marco podszedł do niej niepewnie, ale z prawdziwą czułością.

— Elena… jeśli chcesz, jutro pojedziemy razem do salonu.

Elena długo mu się przyglądała.

— Nie, Marco. Ja pojadę. Sama. Ale jeśli masz ochotę, możesz jechać… jako towarzysz. Nie jako osoba udzielająca pozwolenia.