Napięcie w kuchni było tak gęste, że Elena miała wrażenie, iż można by je pokroić tym samym nożem, który przed chwilą odłożyła na blat.

— To znaczy — podjęła Elena pewnym tonem — że jestem zmęczona. Zmęczona proszeniem o przestrzeń we własnym domu. Zmęczona tłumaczeniem każdej decyzji. Zmęczona czuciem się jak gość w miejscu, na które płaciłam dokładnie tak samo jak ty. I przede wszystkim zmęczona koniecznością konsultowania każdego kroku z twoją matką.

Valeria podeszła o krok bliżej.

— Nie przesadzaj! Ja tylko mówię, jak rozsądnie!

— Rozsądnie według pani, — odpowiedziała Elena chłodno. — Nie według mnie. I na pewno nie według dzisiejszej rodziny.

Marco otworzył usta, chcąc przerwać, ale Martina uniosła dłoń.

— Tato, wystarczy. — Jej głos był zadziwiająco dojrzały. — Mamma ma rację. Zawsze pozwalamy, by la nonna decydowała za wszystkich. Ty nigdy nie stawiasz granic. I ja też mam tego dość.

Valeria aż się zakrztusiła.

— Ty też, Martina? Przecież ja zawsze chciałam dla ciebie jak najlepiej!