Grace spuściła głowę.
Od pięciu lat znosiła jego arogancję, by mieć co włożyć do garnka.
Ale to – widzieć, jak jej syn jest wyśmiewany – bolało bardziej niż wszystkie obelgi razem wzięte.
– Mamo – szepnął David, dotykając jej ramienia. – Wszystko w porządku.
Ten spokój.
Ta pewność siebie.
Zbiła Hassana z tropu bardziej niż jakikolwiek bunt.
– Więc mówisz, że znasz arabski, tak? – zakpił.
David skinął lekko głową.
A potem, w perfekcyjnym klasycznym arabskim, powiedział spokojnie:
„الحق لا يحتاج إلى إذن ليتكلم.”
Prawda nie potrzebuje pozwolenia, by mówić.
Pokój ucichł.
Oczy Hassana rozszerzyły się.
Gramatyka była zaawansowana, wymowa – bezbłędna.
Żaden turysta nie byłby w stanie tego udawać.
– Gdzie… się tego nauczyłeś? – zapytał.
– W bibliotece publicznej, proszę pana – odpowiedział David. – Mają tam darmowe programy językowe każdego popołudnia.