Tego wieczoru Maxwell wyprosił wszystkich z domu.
Bez krzyków.
Tego wieczoru Maxwell wyprosił wszystkich z domu.
Bez krzyków.
Bez wymówek.
Usiedliśmy we trójkę przy kuchennym stole. Po raz pierwszy od lat zobaczyłam w jego twarzy człowieka, którego kiedyś kochałam — niepancernego, nielodowatego.
— Przepraszam — powiedział do mnie drżącym głosem. — Za wszystko…
Emma siedziała obok, ściskając jego dłoń.
Max spojrzał na nas, jakby pierwszy raz zobaczył rodzinę, którą mógł utracić.