Mój mąż uderzył mnie


Tego wieczoru Maxwell wyprosił wszystkich z domu.

Bez krzyków.

Bez wymówek.

Usiedliśmy we trójkę przy kuchennym stole. Po raz pierwszy od lat zobaczyłam w jego twarzy człowieka, którego kiedyś kochałam — niepancernego, nielodowatego.

— Przepraszam — powiedział do mnie drżącym głosem. — Za wszystko…

Emma siedziała obok, ściskając jego dłoń.

Max spojrzał na nas, jakby pierwszy raz zobaczył rodzinę, którą mógł utracić.

— Chcę terapii rodzinnej. Chcę spróbować od nowa — powiedział. — Ale tym razem… po właściwej stronie.

Spojrzałam na Emmę.

Ona uśmiechnęła się szeroko i wyszeptała:

— To będzie nasza nowa tradycja dziękczynna. Prawdziwa.

I po raz pierwszy od dawna poczułam… spokój.