W końcu Maxwell odłożył kieliszek i westchnął przesadnie głośno.
— Może nie wszystko musi być idealne — powiedział, niby broniąc mnie, ale tak naprawdę wytykając moje niedoskonałości. — Moja żona ma swoje… ograniczenia.
W końcu Maxwell odłożył kieliszek i westchnął przesadnie głośno.
— Może nie wszystko musi być idealne — powiedział, niby broniąc mnie, ale tak naprawdę wytykając moje niedoskonałości. — Moja żona ma swoje… ograniczenia.
To było jak ukłucie.
— Ograniczenia? — powtórzyłam, zaskoczona własnym tonem.
Stół zamilkł.
Uśmiechy sztywniały.
— Och, skarbie — Maxwell zmrużył oczy. — Przecież sama wiesz, że często nie wyrabiasz. Nie musi cię to aż tak dotykać.
I wtedy coś we mnie pękło.
Wstałam.
Powoli.
— Max, dość. Od miesięcy czuję się przy tobie niewidzialna. Umniejszasz mnie przy innych. Podcinasz mi skrzydła. To już nie jest troska. To kontrola.
Zapadła cisza, w której nawet zegar wydawał się bać tykać.