Mój mąż uderzył mnie


Rodzina Maxa zaczęła zjeżdżać się o 16:00. Patricia od progu rzuciła:

— Och, kochanie, wyglądasz… zmęczona. Znowu nie radzisz sobie z obowiązkami? — uśmiech, który nigdy nie był uśmiechem, rozciągnął jej usta.

— Wygląda świetnie — uciął Maxwell chłodno, ale jego ton był tak pusty, jakby mówił o pogodzie.

Z kolei Lauren, jak zwykle, udawała troskę:

— A nie powinnaś popracować trochę nad swoją prezencją, skoro jesteś matką? Dzieci wszystko widzą.

Tak, widzą.

Emma widziała wszystko aż za dobrze.

Podczas gdy ja nakładałam potrawy na stół, Max poprawiał krzesła, serwetki, lampki — wszystko, co mogło dać mu pretekst, by wyglądać na perfekcyjnego gospodarza.

Dla innych.

Bo dla mnie był zimny jak lód.