Rodzina Maxa zaczęła zjeżdżać się o 16:00. Patricia od progu rzuciła:
— Och, kochanie, wyglądasz… zmęczona. Znowu nie radzisz sobie z obowiązkami? — uśmiech, który nigdy nie był uśmiechem, rozciągnął jej usta.
— Wygląda świetnie — uciął Maxwell chłodno, ale jego ton był tak pusty, jakby mówił o pogodzie.
Z kolei Lauren, jak zwykle, udawała troskę: