— Bardziej otwarta? — przerwała mu. — Jestem tak „otwarta”, że przestałam mieć własne życie. Chowam się w łazience, żeby wziąć oddech. Boję się wracać do domu. Pamiętasz, co powiedziałeś miesiąc temu? Że „takie są polskie matki”. A wiesz co? Ja nie wychodziłam za „polskie matki”. Wyszłam za ciebie.
Zapadła ciężka cisza.
Mira wstała z kanapy, poszła do sypialni i wyciągnęła spod łóżka małą walizkę. Marek patrzył na nią wstrząśnięty.
— Co ty robisz? — zapytał drżącym głosem.
— Wyjeżdżam, — odpowiedziała po prostu. — Przenocuję u przyjaciółki. Daję ci czas, żebyś przemyślał, czego chcesz. Jeśli chcesz życia, w którym twoja mama decyduje za nas, to tutaj kończy się nasza droga. Jeśli chcesz życia ze mną… to ty musisz postawić granice, nie ja.
Livia natychmiast zareagowała.
— Jakie granice?! Jestem jego matką!
— Właśnie, — powiedziała Mira, zakładając płaszcz. — Jego matką. Nie jego żoną. To ogromna różnica.