Richard zamrugał, jakby nie rozumiał. „Dysleksja?”
Oliver mówił tak cicho, że prawie go nie usłyszał. „Słowa… czasami się poruszają. Jakby były rozsypanymi kawałkami. Grace mi pomaga.”
Serce Richarda wycofało się, jak gdyby stanęło przed prawdą, której usłyszeć nie chciał. Przed oczami stanął mu Oliver jako mały chłopiec, uważnie budujący z klocków, precyzyjnie jak mały inżynier. Zawsze zauważał, jak bardzo jest inteligentny w myśleniu wizualnym, w rozumieniu, jak działają rzeczy. Zauważał też niespokojność przy pracy domowej, przestoje, powtarzane zdania. Wszystko zapisał w kategorii: „jest żywy”. „Jest dzieckiem”. „To minie”.
Grace wyjęła zużyty zeszyt i położyła go na stoliku. „W miarę. Uderzamy w sylaby. Czytamy w rytmie. Muzyka często pomaga.”
Richard otworzył zeszyt. W środku były poukładane kolumny: daty, gwiazdki, drobne notki o postępach. Przeczytał trzy strony bez pomocy. Poprosił o dodatkowy rozdział. Podniósł rękę w klasie. Na górze, wyraźnym pismem Oliviera, napisano: Punkty Odwagi.
Coś w Richardzie puściło, jakby węzeł rozplątywał się bez pozwolenia. „Zrobiliście to wszystko…?” wymamrotał.
„Zrobiliśmy to razem,” odpowiedziała Grace, wskazując na Oliviera.
Oliver wybuchł wyznaniem, które zdawało się palić mu w ustach. „W szkole powiedzieli, że nie bijemy. Wiem. Ale Ben płakał. Fala go czytania na głos i znowu mu się nie udało… b i d. Ja… ja wiem, jak to jest.”
Richard przełknął ślinę. W tym momencie siniak stał się najmniejszą częścią historii. „Zrobiłeś odważną rzecz,” powiedział niskim głosem. „A ja… przepraszam, że mnie nie było.”
Grace cmoknęła, a jej postawa rozluźniła się o milimetry, jakby czekała na te słowa od dawna.
W tej chwili zamek w drzwiach zaskoczył. Amelia wpadła w pośpiechu, z płaszczem jeszcze na sobie i zdyszanym oddechem. Gdy tylko ich zobaczyła, zatrzymała się. Zasmucone błyski przebiegły przez jej twarz.
„Richard… ja—”
„Poczekaj.” Powiedział to zbyt szybko, a żona drgnęła. Richard zamknął oczy na sekundę, zmuszając się do spokoju. „Nie. Porozmawiajmy naprawdę. Dlaczego dowiedziałem się o tym tak? Przypadkiem?”
Amelia starannie położyła torbę, jakby także ten gest miał zapobiec rozłamowi. „Bo ostatnim razem, gdy przyniosłam ci problem z szkoły w ważnym dniu, potraktowałeś mnie jakbym cię sabotowała. Nie rozmawiałeś ze mną przez godzinę. Powiedziałeś, że popełniłam „derailment”. Patrzyła mu w oczy. „Chciałam cię chronić… przed tobą samym.”
Te słowa weszły mu pod skórę z okrutną precyzją. Przypomniał sobie tę scenę: zaciśnięty krawat, suchy głos, pośpiech jako tarcza. I przede wszystkim przypomniał sobie twarz Amelii, która zniosła to w milczeniu, by nie dodawać chaosu.
Oliver tymczasem przesuwał kciukiem po brzegu zeszytu, jakby szukał jakiejś przystani.
„Też popełniłam błąd,” dodała Amelia, cicho. „Grace była wspaniała, ale ty jesteś ojcem Oliviera. Powinieneś był się dowiedzieć jako pierwszy.”
Grace wstała. „Zostawię was na chwilkę.”
„Nie.” Richard natychmiast ją powstrzymał. Potem spojrzał na Amelię i powiedział, wolniej: „Nie idź. Zapełniasz luki, które zostawiam. To niesprawiedliwe, że musisz to robić sama.”
W pokoju zapanowała kłębiąca się cisza, gęsta i krucha.
Richard odwrócił się do Oliviera. „Kiedy miałem twój wiek,” zaczął, i sam się zaskoczył, mówiąc to, „linie mi umykały. Litery wydawały się robakami w słoiku. Nie… nie miałem na to nazwy. Po prostu nauczyłem się więcej pracować. I udawać.”
Oliver nagle uniósł głowę. „Naprawdę? Ty też?”
Richard skinął głową. „Tak. I stałem się dobry w to, by wszystko działało. I… zbyt surowy wobec tego, co spowalnia.”
Oczy Grace stały się cieplejsze. „Życie może mieć inny rytm, panie Lawson.”
Popatrzył na swojego syna, potem na Amelię, potem na Grace. „Musimy to mieć.”
Tej nocy w kuchni otworzyli kalendarze i notatki jak mapy terytorium, które ignorowali zbyt długo. Richard wziął długopis i z charakterystycznym pociągnięciem zaznaczył środę o szóstej: KLUB TATA I OLLIE.
„Żadnych spotkań,” powiedział. To nie było tylko powiedziane na próżno; to było polecenie dla części siebie, która zawsze znajdowała jakąś wymówkę. „Nie ma dyskusji.”
Amelia podała mu telefon. „Umówiłam się na ocenę na przyszły tydzień. Idziemy razem.”