Oliver drgnął, jakby nawet słowa mogły go dotknąć. Dłoń Grace spoczęła na jego ramieniu, jak niewidzialny koc. „Czy pozwolisz mi dokończyć? Później wszystko wytłumaczę.”
Richard powoli położył teczkę obok szafki na wejściu, jakby bał się, że głośniejszy dźwięk zburzy to, co pozostało z ciszy. Powietrze pachniało cytrynowym woskiem i lawendą — mydłem, którego Grace używała do poręczy. Wszystko nadawało atmosferze normalności. Jednak tej nocy normalność miała cień na twarzy jego syna.
Kiedy Grace wykręciła materiał i złożyła go ostrożnie, jakby zamykała stronę, zapytała: „Chcesz mu to powiedzieć, Ollie, czy może ja to zrobię?”