— Radzę sobie doskonale — przerwała Elżbieta. — Od pięciu lat radzę sobie bez Roberta. I jak widać, bez was.
Michał stał z kieliszkiem uniesionym
Słowa opadły ciężko. Michał otworzył usta, ale nic nie powiedział. Klara za to zaczerwieniła się i syknęła:
— To nie fair. Jesteśmy twoimi dziećmi. Też mamy prawa.
Elżbieta przechyliła głowę, spokojnie, aż zrobiło się to niepokojące.
— Macie prawo mnie szanować. Macie prawo pytać. Macie prawo wstydzić się, kiedy popełnicie błąd. Ale nie macie prawa wchodzić tu jak obcy i dzielić moje życie na części.
Podeszła do stołu, wzięła butelkę armagnacu i starannie włożyła korek na miejsce, jakby opatrywała ranę. Potem spojrzała na nich uważnie.
— Wiecie, co jest najciekawsze? — powiedziała. — Ja naprawdę rozważałam sprzedaż tego mieszkania.
Michał i Klara spojrzeli na siebie. W ich oczach pojawił się ten sam brzydki błysk: nadzieja.
— No widzisz! — Michał odezwał się szybko. — Dokładnie to mówiłem. Możemy wszystko załatwić spokojnie.
Elżbieta skinęła głową.
— Tak. Ale nie dla was.
Klara zesztywniała.
— Jak to… nie dla nas?
— Dla mnie. Dla mojego spokoju. I dla lekcji. Lekcji, której nie nauczyliście się, gdy Robert jeszcze żył.
Michał spróbował się zaśmiać, ale zabrzmiało to fałszywie.
— Mamo, nie możesz robić głupstw w złości.
— Mogę — odpowiedziała Elżbieta. — I zrobię dokładnie to, co trzeba.
Odwróciła się w stronę przedpokoju, wyjęła telefon z torebki i spojrzała na ekran.
— Do kogo dzwonisz? — zapytała Klara, zaniepokojona.
— Do Luizy. Podziękować jej za „idealny klimat” i troskę. I uprzedzić, że następnym razem sama wyjaśnię jej, co znaczy wtrącać się w cudze życie.
Michał zrobił krok w jej stronę, po czym się zatrzymał. Spojrzenie Elżbiety go unieruchomiło.
— Nie podchodź, Michale.
Pierwszy raz wypowiedziała jego imię tak chłodno. Jak do obcego.
Klara spuściła wzrok i zaczęła zbierać biżuterię bez słowa. Ręce miała szybkie, nerwowe. W końcu spróbowała zdjąć pierścionek. Szarpała, przekręcała, syknęła z bólu, a w oczach stanęły jej łzy. Elżbieta patrzyła bez ruchu — nie z okrucieństwem, lecz z tą samą surową spokojnością, z jaką patrzy się na konsekwencje.
Gdy pierścionek wreszcie zsunął się z palca, Klara wrzuciła go do pudełka jak coś brudnego.
Michał zacisnął szczęki.