Michał stał z kieliszkiem uniesionym

Wyciągnęła rękę, ale Elżbieta nawet nie spojrzała na pierścionek. Jej wzrok zatrzymał się na palcu Klary, zbielałym od nacisku złota i wstydu.

— Nie. Nie oddajesz mi go. Odkładasz go.

Klara zamrugała szybko.

— Jak to?

— Odkładasz. Teraz.

Michał odstawił kieliszek na stół z przesadnie stanowczym ruchem.

— Daj spokój, mamo. Nie rób scen. My myślimy o twoim dobru. O twoim zdrowiu. Potrzebujesz świeżego powietrza, nie tego miejskiego zgiełku.

Elżbieta zaśmiała się krótko, bez cienia radości.

— Moje dobro? Moje zdrowie? Wiesz, co jest dla mnie dobre? Wejść do własnego domu i nie zastać dzieci z rękami w moich szkatułkach, z otwartą moją butelką i planami układanymi ponad moją głową. To jest dla mnie dobre.

Zdjęła rękawiczki powoli, jakby nawet ten gest musiał być pod kontrolą. Wskazała na podłogę.

— Zbierajcie.

— Co mamy zbierać? — zapytał Michał, urażony.

— Wszystko. Złoto. Pudełka. Korek. I wasze pomysły. Zbieracie to i wychodzicie.

Klara uklękła, zbierając biżuterię, ale jeszcze próbowała się bronić.

— Mamo, ja chciałam pomóc. Jeśli już nie ogarniasz tego mieszkania…