Mąż poradzi sobie z urodzinami

— Jeśli dla ciebie cztery lata upokorzeń to błahostka, to tak — na serio.

— Gdzie pójdziesz? Nawet nie masz porządnych pieniędzy!

Wiktoria zatrzymała się i powoli zwróciła się do męża.

— Mam biznes, który przynosi półtora miliona miesięcznie czystego zysku. Mam własne mieszkanie, które wynajmuję. Mam oszczędności, których nigdy nie łączyłam z budżetem rodzinnym, bo twoja matka ciągle dawała do zrozumienia, że poluję na wasze pieniądze. Więc nie martw się o mnie.

Awdiej poczerwieniał.

— Półtora miliona? Ale ty mówiłaś…

— Mówiłam, że biznes idzie nieźle. Nigdy nie interesowałeś się szczegółami. Tobie i twojej matce było wygodniej uważać mnie za nieudacznicę, sprzedającą «kwiatuszki».

Telefon Awdieja zadzwonił. Na ekranie pojawiło się „Mama”.

— Odbierz — powiedziała Wiktoria zmęczonym głosem. — Nie każ mamusi czekać.

Awdiej mechanicznie przyjął połączenie i włączył głośnik.

— AWDIEJ! Ta zgraja już przyjechała? Żądam, żeby natychmiast przeprosiła Milanę! I mnie! A jeśli nie — niech się wynosi z waszego mieszkania!

— Mamo, oddzwonię…

— NIE WAŻ SIĘ odkładać! Masz postawić tę przybłędę na swoim miejscu! Pokazać, kto tu rządzi! Nie pozwolę na takie traktowanie naszej rodziny!

Wiktoria chwyciła walizkę i ruszyła do wyjścia.

— Wika, poczekaj!

— Przekaż Ewelinie Markownej — osiągnęła to, czego chciała. WYCHODZĘ.

Drzwi zamknęły się za nią cicho, ale dla Awdieja zabrzmiało to jak grom.

— Awdiej? AWDIEJ! Czy ty mnie słyszysz? — darła się matka w słuchawce.

Wyłączył telefon i opadł na kanapę.

Następny dzień — dzień jego urodzin — stał się prawdziwym koszmarem. Wiktoria nie odbierała telefonów. W restauracji „Marsel” przywitała go Alona i chłodno oznajmiła, że uroczystość została odwołana na życzenie solenizanta.

— Ale ja nie prosiłem…