Milana pojawiła się czterdzieści minut po wylądowaniu samolotu. Wysoka, chuda, z długimi rozjaśnionymi włosami i wyniosłym wyrazem twarzy — kopia matki, tylko młodsza.
Mąż poradzi sobie z urodzinami
— Wiktoria? Gdzie samochód? Jestem zmęczona, chcę do domu.
Ani słowa powitania, ani krzty wdzięczności za odbiór.
— Samochód jest na parkingu. Chodźmy.
Milana prychnęła niezadowolona, lustrując Wiktorię wzrokiem od stóp do głów.
— W co ty się ubrałaś? To z sieciówki? Boże, Awdiej mógłby znaleźć sobie żonę z lepszym gustem…
Alona, idąca z tyłu, cicho syknęła z oburzenia. Wiktoria zacisnęła zęby i zamilkła.
Doszły do parkingu. Przy samochodzie Wiktorii stał młody mężczyzna w mundurze kierowcy.
— Dobry wieczór. Jestem Timur, wasz kierowca na dziś.
— Co to za cyrk? — oburzyła się Milana. — Wiktorio, nie potrafisz sama prowadzić?
— Potrafię. Ale nie będę. Timur zawiezie panią do domu. Zna adres. Szczęśliwej drogi.
Wiktoria odwróciła się i poszła w stronę wyjścia. Alona za nią.
— HEJ! STOJ! — wrzasnęła Milana. — Gdzie ty idziesz? A bagaże? A pomóc rozpakować?
— Poradzicie sobie — rzuciła Wiktoria przez ramię.
— NAPISZĘ MAMIE! — krzyknęła Milana. — Ona cię wyrzuci z domu!
Wiktoria zatrzymała się i powoli odwróciła.
— Przekażcie Ewelinie Markownej, że spełniłam jej życzenie — odebrałam panią. O pomocy przy bagażach nie było mowy. I jeszcze powiedzcie, że jutro punktualnie o siódmej wieczorem z Awdiejem będziemy obchodzić jego urodziny w restauracji