Mąż poradzi sobie z urodzinami

— Dzień dobry, Awdiej Markowicz. Nazywam się Makar Wołochow, reprezentuję interesy Wiktorii Andriejewny. Musimy się spotkać w sprawie podziału majątku.

— Składa pozew o rozwód?

— Na razie nie. Ale chce podzielić wspólnie nabyte mienie i się wyprowadzić. Jeśli zgodzi się pan na polubowne załatwienie sprawy, rozwodu można uniknąć.

— Ja… muszę z nią porozmawiać.

— Wiktoria Andriejewna nie życzy sobie osobistych spotkań. Wszystkie sprawy przez mnie.

Awdiej zgodził się na spotkanie. W wyznaczonym dniu przyszedł do kancelarii. Wiktorii tam nie było, tylko jej adwokat — młody mężczyzna o bystrym spojrzeniu.

— A więc — moja klientka jest gotowa zostawić panu mieszkanie w całości w zamian za finansową rekompensatę swojej części. Kwota — piętnaście milionów rubli.

— Piętnaście milionów? Przecież mieszkanie jest warte dwadzieścia pięć!

— Zgadza się. Połowa to dwanaście i pół. Plus dwa i pół miliona — odszkodowanie za cztery lata systematycznego poniżania ze strony pańskiej matki, któremu pan nie przeciwdziałał.

— To szantaż!

— To oferta. Może pan odmówić — wtedy spotkamy się w sądzie. Mam nagrania obelg pańskiej matki pod adresem mojej klientki, zeznania świadków, korespondencję. Sąd może zasądzić znacznie więcej.

— Jakie nagrania?

Makar wyjął telefon i włączył plik. Głos Eweliny Markownej, nazywającej Wiktorię „nędzarką”, „szmatą”, „pasożytem”.

— Skąd to?

— Wiktoria Andriejewna nagrywała wszystkie spotkania z pańską matką przez ostatnie dwa lata. Dla własnego bezpieczeństwa. Wiedziała, że prędzej czy później to się przyda.

Awdiej podpisał wszystkie dokumenty. Po miesiącu pieniądze zostały przelane, a Wiktoria oficjalnie zrzekła się udziału w mieszkaniu.

Próbował ją namierzyć, dowiedzieć się, gdzie mieszka. Ale Wiktoria jakby rozpłynęła się w powietrzu. Studio kwiatowe działało, ale właścicielka się tam nie pojawiała — wszystkim zarządzała Alona.