„Dlaczego?” zapytała Doña Esperanza.
„Mamo… Pamiętam go”
„Ponieważ to pierwszy raz, gdy jem pizzę z całą moją rodziną razem.”
Uzdrowienie rodzinne
Zapadła cisza wypełniona łezkami. Nie ze smutku… lecz z tego dobrego rodzaju bólu, który przychodzi, gdy coś złamanego zaczyna się naprawiać.
Powoli Pablo przestał oszczędzać jedzenie. Zaczął się śmiać jak dziecko, a nie jak mały dorosły. W szkole nauczyciele mówili, że bliźniacy się uzupełniają: jeden uczył skupienia, drugi zabawy. A Consuelo, która ledwie umiała czytać, zapisała się na zajęcia, aby móc pomóc w pracach domowych.
„Czy zdajesz sobie sprawę?” powiedział Ricardo do Danieli pewnej nocy, patrząc na Mateo i Pablo, śpiących. „To, co zaczęło się jako straszna tajemnica… teraz przynosi coś dobrego.”
Daniela głaskała włosy swoich synów, oba ich.
„Nie zatrze przeszłości,” wyszeptała. „Ale przyszłość… przyszłość może być inna.”
Lat później, gdy ktoś zapytał Mateo, jak wiedział, że Pablo istnieje, odpowiedział z prostotą dziecka, które widzi bez wątpliwości:
„Bo czułem go tutaj,” i dotknął klatki piersiowej. „Serce wie, kiedy ktoś brakuje.”
A w tej rodzinie—niedoskonałej, dziwnej dla niektórych, ogromnej dla wszystkich, którzy się w niej mieszczą w miłości—nauczyli się tej samej rzeczy: że krew łączy, tak, ale miłość podtrzymuje; że pieniądze pomagają, ale nie ratują; i że czasami życie rozdziela, nie pytając o pozwolenie… ale miłość, prędzej czy później, znajduje sposób, aby zjednoczyć to, co było przeznaczone do wspólnego bycia.