Mama powoli zamknęła teczkę. Jej oczy złagodniały.
— Może… myliłam pojęcia. Chciałam wymusić gest, żeby poczuć, że rodzina jeszcze istnieje. Ale rodzina to nie to, co się zabiera, tylko to, co się buduje.
Wstałam. Objęłam mamę. Po chwili odwzajemniła uścisk.
Po raz pierwszy poczułam, że nie muszę niczego oddawać, żeby zasłużyć na to, by być córką.
Miesiąc później Marta znalazła pracę i wynajęła kawalerę blisko stacji metra. Każdego ranka pisała do mnie krótką wiadomość: