Luda, gdzie jest rosół

— Przez silnik? Serio? Luda, nie zaczynaj. No, poniosło mnie. Oddam pieniądze, sprzedam coś…

— Nie przez silnik, Valera. I nie przez pieniądze. — Podeszłam do okna i stanęłam obok niego, patrząc na mokry śnieg. — Przez to, że uznałeś, iż moje zdrowie to drobiazg, a twoja zabawka to życie. Zmęczyłam się byciem wygodną. Chcę być kobietą, o której się myśli. Albo przynajmniej kobietą, którą własny mąż nie oszukuje.

— A komu ty będziesz potrzebna w wieku pięćdziesięciu czterech lat? — mruknął, ale w głosie nie było już pewności. Tylko strach człowieka, który nagle pojął, że komfort, do którego przywykł, zaczyna się rozpadać.

— Sobie — odpowiedziałam.

Poszłam do sypialni pakować rzeczy. Nie wszystkie — tylko najpotrzebniejsze na pierwszy czas. Pomieszkam chwilowo u siostry. A silnik… silnik niech grzeje go w zimne noce. Mówią, że Yamaha pracuje bezawaryjnie. Niech więc gotuje mu też kolację.

A wy, dziewczyny, sprawdzajcie kieszenie przed praniem. Czasem można tam znaleźć nie tylko zagubione drobniaki, ale też powód, żeby zacząć wszystko od nowa. A jeśli zamiast sumienia znajdziecie paragon — nie gotujcie bulionu. Zamówcie sobie święto. Należy się wam.

A wy kiedyś znalazłyście u męża zakupy, o których nie wiedziałyście? Jak reagowałyście — wybaczałyście czy robiłyście burzę?