Usiadł, powoli, jakby wstawał z dna choroby. Patrzył na mnie, jakby próbował zrozumieć, czy żartuję, czy oszalałam od zmęczenia.
— Ty… wylałaś jedzenie? Naprawdę? Ja jestem chory!
— Nie jesteś chory, Valera. Jesteś po prostu sprytny.
I po raz pierwszy od trzydziestu lat to ja byłam spokojniejsza od niego.