Luda, gdzie jest rosół

### Znalezisko w kieszeni

W korytarzu, na wieszaku, wisiała jego kurtka — ogromna, puchowa „Alaska”, kupiona miesiąc temu. Rękaw był ubrudzony czymś białym. Kreda? Wapno?

— Choć raz mógłby spojrzeć, o co się opiera… — mruknęłam z przyzwyczajenia.

Znacie ten automatyczny odruch: zanim wrzucimy ubranie do prania, sprawdzamy kieszenie. Nie z powodu szpiegowania — w wieku pięćdziesięciu czterech lat szukanie tajemnic jest zwyczajnie śmieszne — lecz po to, by nie wyprać paszportu, kluczy od garażu albo zapomnianego banknotu.

Wsadziłam rękę w głęboką boczną kieszeń. Palce natrafiły na twardą grudkę papieru.

Wyciągnęłam ją. Wygładziłam na kolanach.

To był paragon. Długi, zwinięty w rulonik, wydrukowany na solidnym papierze termicznym.

„Sklep «Wodny Świat». Silnik do łodzi Yamaha 9.9…”

Mój wzrok zsunął się niżej, ku ostatecznej kwocie. Cyfry jakby zatańczyły, układając się w nieprawdopodobną kombinację:

128 400 rubli.

Mrugnęłam. Może okulary zaparowały od kuchennej pary? Nie. Sto dwadzieścia osiem tysięcy czterysta. Płatność kartą.

I data.

Przybliżyłam paragon do twarzy:

15.11.2025, godz. 18:45.