Dima podszedł do Olgi. Wziął jej twarz w dłonie, zwrócił się do gości i matki.
– Wychodzę. Z Olgą i Machą. Nie wrócimy tutaj, dopóki moja żona nie otrzyma od ciebie szczerych przeprosin. Nie „za serwetkę”, ale za to, że nazwałaś ją „nikim”.
Odwrócił się, wziął Machę na ręce bez wahania.
– Wracamy, kochanie. Wracamy do domu.
Wyszli. Olga wciągnęła pełną piersią zimne powietrze noworocznej nocy — wydawało jej się, że to czysty tlen. Czuła, jak ogromny kamień o nazwie „muszę wytrwać” w końcu zsunął się z jej ramion.
– A Galina Petrovna?