Kiedy Rodzina Zawodzi

Jej spojrzenie było zimne jak szyba w zimowym dniu. Nie zmrużyła oczu. Pełna determinacji wpatrywała się w męża, a w tym spojrzeniu było jedno słowo: Wybierz.

Dima stał między matką, która naciskała na niego swoimi łzami i wybuchami, a żoną, która naciskała w obliczu prawdy i ciszy. Widniał w jego oczach osąd jego brata i zakłopotanie gości.

A w tej chwili — coś pękło w nim. Ale nie w złym znaczeniu. Wręcz przeciwnie. To był impuls. Wyobraził sobie, jak Olga odchodzi, teraz, na zawsze. Że zostanie tutaj, w tej dusznej atmosferze pełnej manipulacji, sam na sam z matką. I to wydało mu się bardziej przerażające niż jej gniew.

– Mamo… – Dima cofnął się, oddalając się od Galiny Petrovnej.

– Nie masz prawa, synu! Ona cię szantażuje! – syczała teściowa, trzymając się jego płaszcza.

Ale Dima nie słuchał jej więcej. Spojrzał na Olgę, a potem na matkę. A nagle wybuchł.

– Dość! Powiedziałem: DOŚĆ!

Jego krzyk był tak głośny, że nawet Macha podskoczyła. Goście wzeszli swoje krzesła. Galina Petrovna puściła jego ramię.

– Mam dość! – Dima nie mówił już, krzyczał, uwalniając trzydzieści lat uzbieranej goryczy. – Mam dość twoich oskarżeń!! Twoich porównań!! Twojej doskonałej Iriny!! Spędzasz czas, upokarzając moją żonę! MOJĄ ŻONĘ! I ośmielasz się mówić, że ona jest nikim?!

Tremolił złością. To był pierwszy raz w jego życiu, gdy zwrócił się przeciwko matce.

– Kocham Olgę! Ona dała mi córkę! Ona jest MOJĄ RODZINĄ! Nie ty, mamo! Tak, jesteś z mojej krwi, ale moją rodziną są Olga i Macha! I mam dość, słyszysz?! Mam dość twojej świętej „krwi”, która jest ważniejsza od wszystkiego innego! Wybieram wolność!

Podszedł do kosza na śmieci, chwycił drogą serwetkę, którą Olga tam rzuciła, i rzucił ją z powrotem do kosza.

– Ma rację! – Wbił wzrok w matkę. – Nie potrzebujesz tej serwetki! Potrzebujesz władzy! Chcesz, abyśmy wszyscy przed tobą klęczeli!

Galina Petrovna stała jak sparaliżowana, jak posąg. Ta reakcja Dima była dla niej zaskoczeniem. Cały jej mały porządek rozsypywał się.

Olga spoglądała na niego. W jej oczach nie było triumfu, tylko zdumienie i, po raz pierwszy od dłuższego czasu, nadzieja.