Rebecca otworzyła drzwi z opuchniętymi oczami i już spakowaną torbą. Wyglądała jak cień samej siebie – zbyt blada, zbyt cicha, zbyt zmęczona.
„Przeprosił,” wyszeptała. „Powiedział, że powinniśmy ‘iść dalej.’”
Delikatnie dotknęłam jej policzka.
Rebecca otworzyła drzwi z opuchniętymi oczami i już spakowaną torbą. Wyglądała jak cień samej siebie – zbyt blada, zbyt cicha, zbyt zmęczona.
„Przeprosił,” wyszeptała. „Powiedział, że powinniśmy ‘iść dalej.’”
Delikatnie dotknęłam jej policzka.
„Kochanie… nie idziemy dalej. Odchodzimy.”
Pojechałyśmy prosto do mojego domu, zrobiłam jej herbatę i kazałam usiąść. Następnie położyłam przed nią grube akta na stole.
Na początku nie rozumiała, co widzi. Ale strona po stronie jej wyraz twarzy zmieniał się – od zdezorientowania, przez szok, przerażenie, aż po prawdziwy gniew.
Gniew, który nigdy nie uważała, że ma prawo okazywać.
„Mamo… skąd masz to wszystko?”
„Czy to ważne?” szepnęłam cicho. „Pytanie brzmi: co teraz chcesz zrobić?”
Wytarła łzy. „Chcę stąd wyjść.”
Dobrze.
Do następnego ranka wszystko było już w ruchu.
Zespół Jonathana przekazał pełny raport prokuratorowi, który już wcześniej z nimi współpracował. Prokuratura osobiście sprawdziła wszystko i natychmiast wydała tymczasowy nakaz ochrony Rebecci – nie tylko dla jej bezpieczeństwa fizycznego, ale i finansowego.