Jak mogliście wyjechać i nic nie

— Nie waż się! — jej głos był jak tarcza, jakby broniła je przed drapieżnikiem.

Josephine zastygła, ale dłoń wciąż miała uniesioną.

Elina poczuła, że za chwilę wydarzy się coś nieodwracalnego.

Oscar stał między dwoma światami — swoim dawnym i tym, który próbował budować.

Musiał wybrać.

Otworzył usta…

I w tej chwili —

— Dość! — głos Oscara przeciął powietrze jak nóż.

Zastygli wszyscy.

Nawet ptaki jakby ucichły.

Oscar stanął bliżej Eliny, tak aby dzieci były za ich plecami.

— Mamo — powiedział cicho, lecz stanowczo. — Nie masz prawa tak mówić. I nie masz prawa podnosić ręki na nasze dzieci.

Twarz Josephine pobladła.