— Jak mogliście wyjechać i nic nie powiedzieć?! — głos Josephine rozdarł ciszę ośrodka wypoczynkowego niczym syrena alarmowa.
Elina zamarła.
Dzieci wychyliły się z okna domku — Lili mocno ściskała pluszowego misia, a Gabriel mimowolnie zaciskał pięści.
Oscar zrobił krok do przodu, bledszy niż zwykle.
A Josephine już szła w ich stronę — w beżowym płaszczu, otoczona całą delegacją krewnych.
— Staliśmy pod waszymi drzwiami! — krzyczała dalej, wbijając wzrok w Elinę. — Telefony wyłączone! Nikt niczego nie zgłosił! Postanowiliście ukrywać się przed rodziną?!