Dla świata, i dla mnie, Brandon był idealny. Był czarujący, przystojny i wydawał się oddany. Ale to jego matka, **Pani Patricia Miller**, wzbudzała moją prawdziwą adorację. Przyjęła mnie, sierotę dziedziczkę imperium nieruchomości, z otwartymi ramionami. Nazywała mnie „córko”. Zajmowała się moją suknią, dietą i szczęściem. Wypełniała pustkę, którą zostawiła moja własna matka.
Uciekłam do łazienki nie z powodu wątpliwości, ale przytłaczających emocji. Potrzebowałam chwili ciszy, aby poczuć wdzięczność, zanim krocząc w stronę ołtarza.