W Grand Ballroom w Plaza Hotel w Nowym Jorku, zjawisko architektury Epoki Złotej lśniło we wszelkiej okazałości. Kryształowe żyrandole, bogate w historię oraz światło, wisiały nad morzem białych hortensji sprowadzonych z zagranicy oraz złotymi talerzami. Powietrze było przepełnione woń drogich perfum oraz niskim szumem nowojorskiej elity, czekającej na nadchodzący ślub sezonu.
Ja, **Emily**, stałam w łazience prywatnej suites panny młodej, przykładając chłodny, wilgotny ręcznik do szyi. Mój odbicie w pozłacanym lustrze ukazywało kobietę, która wyglądała jak księżniczka. Moja wyjątkowa suknia od Verry Wang była obłokiem jedwabiu i koronki, a diamentowa tiara na mojej głowie była rodzinnym skarbem wartym więcej niż większość domów.