Hille zamrugała kilka razy, jakby nie

Pozwoliła sobie usiąść w kawiarni sama, bez telefonu, obserwując ludzi bez porównywania się do nich.

Na kursie norweskiego zaczęła rozmawiać z nową uczestniczką — Ingrid, kobietą o srebrnych włosach i ciepłym spojrzeniu. Ich krótkie dialogi przekształciły się w regularne spotkania po zajęciach.

Jej życie nie stało się nagle cudownie łatwe — ale zaczęło wracać na właściwe tory. Powoli, cierpliwie, wokół niej samej, nie w cieniu utraty.


Pewnego popołudnia, wracając z pracy, usłyszała dźwięk telefonu.

Na ekranie widniało imię: Marta.

Laura aż wstrzymała oddech. Jej dłoń drżała. Dawniej odebrałaby bez wahania. Teraz… bała się, ale jednocześnie była gotowa.

Nacisnęła „Odbierz”.

— Laura… cześć — głos Marty brzmiał o wiele bardziej zmęczony, niż go zapamiętała.

— Cześć, Marto.

Zapadła długa cisza.

— Czy możemy porozmawiać? — zapytała. — Chcę… chcę wyjaśnić pewne sprawy.