Hille zamrugała kilka razy, jakby nie

Laura pogłaskała ją po policzku i po chwili rozmowy każda poszła w swoją stronę. Ale to spotkanie zatrzymało coś w Laurze — i coś innego poruszyło. W głowie zaczęło pulsować jedno pytanie:

Jeśli Marta mnie nie chce… to kto jeszcze mnie chce?


Wieczorem Laura chodziła po mieszkaniu tam i z powrotem, nie mogąc się uspokoić. Nie chciała już płakać. Zmęczyła się łzami. Chciała rozumieć. Chciała odnaleźć siebie.

Na kuchennym stole leżały zeszyty z terapii, które porzuciła z frustracji kilka tygodni wcześniej. Otworzyła jeden z nich niepewnie. Na stronie wielkimi, drżącymi literami widniało zdanie:

„Moja wartość nie zależy od tego, jak bardzo inni potrafią mnie kochać.”

Usiadła. Przeczytała tę frazę kilka razy. I po raz pierwszy od dawna poczuła coś w rodzaju przebudzenia.

Może problemem nie była tylko Marta.

Może Laura od lat żyła cudzym rytmem. Może uczyniła z siostry swoją kotwicę, schronienie, jedyne okno na świat — a kiedy to okno się zamknęło, została ciemność.

Laura wytarła oczy i westchnęła głęboko.

— Tak dalej być nie może — wyszeptała.

W kolejnych dniach zaczęła robić drobne, ale prawdziwe zmiany.

Wróciła na terapię — tym razem szczerze i bez udawania.